W polskim internecie coraz częściej dzieje się coś, co jeszcze niedawno brzmiało jak żart o technologii. Ktoś wrzuca obrazek, podpis wygląda jak idealnie dobrana riposta, a całość wchodzi w komentarze tak płynnie, jakby powstała na bazie wieloletniej znajomości memowego języka. Wiele osób reaguje tak samo: krótkie parsknięcie śmiechu, szybkie udostępnienie i myśl, że to „dokładnie to”. Właśnie na tym polega siła zjawiska opisywanego skrótem besty AI. Tu chodzi o memy, które mają klimat polskiego feedu, tempo polskich rozmów i charakterystyczną mieszankę absurdu z codziennością, a zarazem powstają w rytmie, którego ręczna produkcja rzadko dotyka.
